14 listopada 2010

Rozdział 5

Wiktor Paskudzki wkroczył pewnym krokiem do gabinetu. Na jego ustach nie gościł już tak uroczy uśmiech. Na jego miejscu pojawił się smutek. Agacie wydawało się, że w blasku lamp Wiktorowi przybyło trochę zmarszczek. Właściwie ile on ma lat?
- W czym mogę pomóc? - zapytał i usiadł na krześle przeznaczonym dla przesłuchiwanych
- Gruntowne pytania. Nic wielkiego. Może okaże się, że to pan nam najbardziej pomoże? - odrzekł Daniel zerkając do swoich notatek.
- W takim razie będę się bardzo starał - wyprostował plecy, a ręce złożył na blacie biurka. 
- Ile masz lat? - zapytała Agata
- Moja kochana - zaczął Daniel - wybacz mi, ale tego typu pytania, które nie mają powiązania z tą sprawą możesz zadawać na spotkaniu towarzyskim. A nie na przesłuchaniu. Zaspokoisz swoją ciekawość odnośnie informacji osobistych po zakończeniu tej sprawy. - Daniel był zły. 
- Wydaje mi się, że oczekiwałeś mojej pomocy. - Agata odwróciła się na krześle w lewą stronę by spojrzeć w niebieskie oczy komisarza. - A oczekujesz ode mnie, że będę pod twoje dyktando? Wiedz, że wcale mi się nie podoba to, że tkwię tu. Że czuję się wyróżniona chociażby z tego powodu, że nie byłam jeszcze przesłuchiwana. Ale okej. Jeżeli chcesz zadawaj SWOJE pytania to proszę bardzo. A ja z Wiktorem umówię się na herbatę. Mam nadzieję, że znajdziesz dla mnie trochę czasu? - ostatnie pytanie skierowane było do Wiktora. Chłopak zdawał się być lekko rozbawiony tą sprzeczką. Patrzył z podziwem na Agatę, która w tej chwili wstała i usiadła na fotelu w kącie gabinetu. 
- Z miłą chęcią spotkam się z tobą w bardziej...- szukał odpowiedniego słowa - bardziej przytulnym miejscu. 
- No to załatwione. Już milknę, jaśnie wielmożny panie. - odrzekła Agata i zatopiła się w fotelu.
- Więc - tym razem odezwał się Jakub - właściwie ile ty masz lat? - Wiktor był jeszcze bardziej rozbawiony. Daniel zerknął na towarzysza, lecz nie śmiał się już odezwać. 
-Och, mój kochany kuzynie - Jakub wypuścił głośno powietrze - jestem od ciebie o rok starszy. Mam 30 lat, panie komisarzu - Daniela bardzo ucieszyło, że ktoś wreszcie zwraca się do niego jak należy. 
- Dobrze. Mógłby pan nam opisać wydarzenia sprzed paru godzin? - Agata głośno ziewnęła.
- Po kolacji wszyscy udaliśmy się do salonu. Popijaliśmy kawę. Andżelika miała przynieść ciasto. W związku z tym, że długo jej to przychodziło udałem się do kuchni. Andżelika nie mogła znaleźć noża do ciasta...
- O której to mogło być godzinie? - zapytał Daniel pisząc coś w notesie.
- Bo ja wiem? Może koło 22. Nie, nie... Musiało być trochę po 22. Zacząłem szukać z nią tego przeklętego noża. Mówiła, że nie widziała go od popołudnia, w związku z tym, po obiedzie zdecydowała się podać ciastka, żeby nie musieć niczego kroić. Przyznam szczerze, że bardzo się zdenerwowałem. Chciałem nawet pomóc szukać jej tego noża, ale w końcu pożyczyłem jej własny scyzorek. - Wyjął z kieszeni scyzorek. - Nie wiadomo kiedy się przyda.
- I co było dalej? - poganiał go lekko Daniel.
- Nawrzeszczałem trochę na nią - Wiktor spuścił głowę. Widać, że trochę było mu wstyd z tego powodu. - Miałem poczekać, aż pokroi. Ale usłyszeliśmy ten krzyk...  - uciął Wiktor. 
- Niczego dziwnego pan nie zauważył? - zapytał Daniel - Nikt nie zachowywał się dziwnie? - Wiktor popatrzył na niego z lekkim niepokojem. 
- Cóż, jeżeli mam być szczery, to mój kochany kuzyn wydawał się lekko przygaszony. Ale to chyba wiem z jakiego powodu... - zaśmiał się. Agacie zamroziło krew w żyłach. Miała wrażenie jakby już gdzieś słyszała taki sam śmiech. 
- Z jakiego zatem powodu? - Daniel pochylił się do przodu. Patrzył na Wiktora. Jakub zaśmiał się nerwowo.
- To znaczy, myślę, że miał nadzieję, że Monika zjawi się wcześniej. 
- Bzdura. - oburzył się Jakub
- W taki razie - kontynuował Wiktor nie zwracając uwagi na Jakuba - był bardzo zazdrosny o pannę Agatę.
- Jeszcze większa bzdura. - wykrzyknęła Agata równocześnie z Jakubem. 
- Tak być może... - odparł Daniel. Chociaż nie był zadowolony z takiej odpowiedzi. - A może zechce nam pan powiedzieć, rzeczy bardziej związane ze sprawą morderstwa pańskiej ciotki?
- Nie wiem co mogę jeszcze dodać. Pobiegliśmy wszyscy do ogrodu. A dalej, to pan za pewne wie... - urwał Wiktor i spuścił głowę. Było coś nienaturalnego w jego postawie. Jakby cała ta sytuacja nie pasowała do wizerunku Wiktora Paskudzkiego.
- Z tego, czego zdołałem się dowiedzieć - rzekł Daniel ponownie przeglądając swoje notatki jakby szukał w nich natchnienia lub drukowanymi literami wypisanego imienia i nazwiska mordercy - mieszkał pan z ciotką od miesiąca. Czemu przyjechał pan do Warszawy?
- Chyba jak każdy, po prostu chcę polepszyć sobie swoje warunki bytowe. - uciął szybko Wiktor i zdawał się być dotknięty tym pytaniem.
- Rozumiem. Gdzie mieszkał pan wcześniej, jeżeli mogę zapytać? - wydusił Daniel i odchylił się na krześle do tyłu. Wiktor czekał chwilę jakby oczekiwał na przypływ natchnienia:
- W Gdańsku. - rzekł cicho.
- Z matką? - rzuciła od niechcenia Agata. Wiktor szybko odwrócił się w jej stronę. Miał dziwny wyraz twarzy.
- Tak z matką - odrzekł spokojnie.
- Jak ma na imię... - zaczął Daniel lecz nie zdążył bo Agata dokończyła:
- Małgorzata Paskudzka. - Wiktor ponownie odwrócił się w stronę Agaty. 
- Zadziwiasz mnie. - uśmiechnął się urzekająco. - Czyżbyś zbierała informacje o mnie? - zapytał z nadzieją w głosie Wiktor.
-Wątpię - tym razem odezwał się Jakub - nie omieszkałem przedstawić Cię trochę mojej przyjaciółce przed przyjściem tutaj.
- Ech - westchnął - Agatko, mam nadzieję, że w poznaniu mnie nie będziesz sugerować się tylko słowami Kubka.
- Zostawimy to Agacie do jej własnych przemyśleń. - rzekł niezadowolony z obrotu sprawy Daniel. - Jak się domyślam, pańska matka jest siostrą Marzeny?
- Nie, bratem - szepnęła do siebie rozeźlona Agata.
- Tak. Lecz ciotka opuściła nas wcześniej. Chciała wejść w doborowe towarzystwo. Nie da się ukryć, że jej się udało - rzekł Wiktor - pokazując dłońmi gabinet Mariusza Krajewskiego. 
- Nie przeczysz więc, że prawie w ogóle nie znasz swojej ciotki? - powiedział Daniel klepiąc długopisem o blat biurka.
- No niestety... I teraz już nie będę miał okazji jej poznać i nadrobić stracone lata. - Wiktor ponownie spuścił głowę. 
- Powiedz mi, jak to jest, że wcześniej nie miałem okazji cię spotkać - rzekł Jakub z czystą ciekawością w głosie.
- Dobre pytanie, Jakubie - cicho pochwaliła Jakuba Agata.
- Twoja macocha nie chciała się widywać z moją matką. Nie kontaktowały się. Marzena chyba nie chciała, żeby ktokolwiek dowiedział się, że ma siostrę.  - zgadywał Wiktor. - Z mojego przyjazdu na początku też nie była zadowolona. Moja ciotka urodziła się arystokratką - teraz Wiktor mówił do Daniela - wyfrunęła z gniazda do wielkiego miasta, zasmakowała bogatego życia i zapomniała o rodzinie. Normalka, każdy by tak zrobił. - zakończył Wiktor westchnięciem.
- Ty też? - rzekła Agata uśmiechając się. Daniel głośno wypuścił powietrze. Wiktor odwrócił się do dziewczyny. 
- Tak, po to tu przyjechałem. 
- Na razie dziękujemy. Będziemy z panem w kontakcie. - Daniel wstał, uścisnął dłoń przystojnego bruneta. Wiktor skierował się do Agaty, ucałował jej dłoń i wcisnął w nią karteczkę z numerem swojego telefonu. Wyszedł.

- Wcale mi się nie podoba ten Wiktor - wyraził swoje zdanie Daniel.
- Nie tobie jednemu - fuknął Jakub.
- A ja myślę, że zazdrościcie mu... tego czegoś. - powiedziała Agata chowając karteczkę z numerem do torebki. 
- Tego czegoś! - zirytowani mężczyźni krzyknęli jednocześnie.
- Proponuję, poprosić o rozmowę Krzysztofa Czaplińskego. - rzekła zmieniając temat Agata.
- Zupełnie  nie rozumiem twojej kolejności dobierania rozmówców. - powiedział Daniel, ale wyszedł by poprosić Krzysztofa.

* * *

Krzysztof Czapliński wszedł wyprostowany i całkowicie poważny. Agacie wyglądem przypominał wojskowego.
- Mam nadzieję, że ta rozmowa nie będzie zbyt długa - rzekł od razu Krzysztof - chciałbym wrócić z żoną do domu. 
- Niech pan mnie...nas - poprawił szybko Daniel, gdyż zobaczył wzrok Agaty - źle nie zrozumie. Konieczne są pańskie zeznania. Co robił pan po kolacji?
- Żona poprosiła mnie o spacer. Zgodziłem się, gdyż stwierdziłem, że zdecydowanie za mało poświęcałem jej czasu podczas wieczora. Pochodziliśmy trochę po ogrodzie. Przyglądaliśmy się różom. Nawet stwierdziliśmy, że w naszym domu także powinny znaleźć się te wspaniałe kwiaty. 
- Zauważył pan coś nienaturalnego w zachowaniu, któregoś z gości? - rzekł Daniel.
- Jeżeli mam być szczery, to całkowicie nie podobała mi się postawa siostry pana domu...
- Ciotki Alicji? - zdenerwowanym głosem zapytał Jakub.
- Owszem, mój drogi chłopcze. To bardzo niemiła kobieta. I w dodatku te awantury, które wszczyna. Okropność. Nie da się ukryć, że to ona znalazła Marzenę, prawda?
- Tak, nie da się tego ukryć - westchnął Daniel. - Był pan w ogrodzie, może mógłby pan nam unaocznić co się tam działo? - Czapliński poruszył się na krześle
- Już mówiłem, poszedłem z żoną na spacer.
- Tak, wiemy, ale oprócz państwa do ogrodu udała się też Marzena z Dariuszem Wójcikiem, a także Alicja Krajewska. Nie chce mi się wierzyć, że nie wpadł pan na kogoś z tej trójki. - Agata z ciekawością wpatrywała się w plecy rosłego mężczyzny. Zrobiło jej się go żal, w przeciwieństwie do wcześniejszych przesłuchiwanych. On naprawdę cierpi. 
- Na początku spacerowaliśmy z Marzeną i Dariuszem. Bardzo sympatyczny mężczyzna z tego Wójcika. Marzena chwaliła się nam swoimi krzewami róż. Mówiła też, że ona nie ma do nich głowy, ale Grzegorz doskonale się nimi zajmuje. 
- Nie zaprzeczy pan chyba jednak, że nie wrócił pan do salonu z żoną? Bo pańska żona wróciła później, bardzo zdenerwowana. - zauważył Jakub
- Tak. To prawda. Ale niech panowie... - Agata chrząknęła - Najmocniej przepraszam, zupełnie o pani zapomniałem. - ukłonił się Krzysztof - Niech państwo nie odbierają tego źle. Moja żona nigdy nie lubiła Marzeny. W ogrodzie Marysia poprosiła mnie o chwilę rozmowy na osobności z Marzeną. Nie będę krył, że ta prośba wcale mi się nie podobała. Zostawiłem więc je obie i poszedłem z Dariuszem w stronę sadu. Ale moja żona nie zabiła Marzeny! - krzyknął rozpaczliwie Czapliński wstając z krzesła. Natychmiast koło niego zjawiła się Agata. 
- Proszę się uspokoić - położyła mu dłoń na ramieniu - Nikt nie twierdzi, że pańska żona zabiła Marzenę. 
- Może i nie twierdzi, ale na pewno tak sobie myślicie, w tych swoich ciasnych, logicznych umysłach. - opadł na krzesło, oparł ręce o blat biurka i zatopił twarz w szerokich dłoniach. Agata wciąż trzymała dłoń na jego ramieniu.
- Uważam, że pańska żona tego nie zrobiła - powiedziała spokojnym głosem.  Krzysztof obejrzał się na nią smutnym wzrokiem. Daniel i Jakub posłali jej niezadowolone spojrzenia. 
- Wracając do sprawy - zwrócił się do Czaplińskiego Daniel - z panem Dariuszem też nie wrócił pan do salonu. Proszę nam o tym opowiedzieć, jest to dla nas niezwykle ważne - rzekł znacznie delikatniejszym głosem.
- Gdy rozmawiałem z Darkiem, nagle zjawiła się ta Alicja i zapytała, gdzie jest Marzena. Panna Krajewska była niesamowicie zdenerwowana. Dariusz wdał się z nią w rozmowę, ja natomiast postanowiłem, że wrócę już do salonu. Miałem też nadzieję, że trafię tam na moją żonę, a Dariusz wrócił tuż za mną. 
- Ma pan coś jeszcze do dodania? - zapytał Daniel. - Może coś drobnego, może nawet nieistotnego co zwróciło pańską uwagę? - Czapliński pokiwał przecząco głową.
- Zatem odprowadzę pana do salonu - zaproponowała Agata i pomogła wstać Krzysztofowi. Razem wyszli za drzwi.

* * *

W drzwiach pojawiła się ponownie Agata, trzymała za ramię Marię Czaplińską. Kobieta wyglądała teraz niemal jak anorektyczka. Policzki jej się zapadły, a usta zwęziły, pod oczami pojawiły się większe cienie. 
- Niestety musimy zadać pani parę pytań. - zaczął Daniel 
- Oby szybko - powiedziała Maria i usiadła na krzesło. Ku zdziwieniu Daniela, Agata ponownie zatopiła się fotel w kącie pokoju. 
- Co może nam pani powiedzieć, o wydarzeniach po kolacji? - zapytał Daniel. Jakub lekko ziewnął. Wszystkim im dawała się już we znaki ta późna godzina. 
- Poprosiłam męża, żeby poszedł ze mną do ogrodu. Nie chciałam już przebywać wśród tego tłumu. - jej głos był teraz nienaturalnie piskliwy. Jakub dokładnie się jej przyglądał. Włosy, które wcześniej ułożone były w idealny kok opadały jej teraz na długą, jasną szyję. Miała piękne ciemne włosy i duże brązowe oczy. Choć wydawały się smutne i puste. Makijaż całkowicie się rozmazał pogłębiając cienie pod oczami. Ale mimo tych mankamentów Jakub stwierdził, że jest piękną kobietą. Pojawiło się też pytanie, co właściwie tak urodziwa dama robi z gburowatym Krzysztofem Czaplińskim. 
- I co pani robiła w ogrodzie? - głos Daniela przywrócił Jakuba do rzeczywistości.
- Spacerowaliśmy. To był najmilszy moment całego tego wieczoru. Rozmawialiśmy o naszej przyszłości i planach na wakacje. Dopóki nie zjawiła się ta Krajewska z Dariuszem. 
- Marzena Krajewska, tak? - upewnił się Daniel.
- Tak. Wyciągnęła nas, żeby pokazać swoje róże. Chwaliła się wszystkim co możliwe. - pociągnęła nosem - Nie raz widziałam piękniejsze kwiaty. Oczywiście, przez cały czas jak o nich mówiła tuliła się do mojego męża. - Jakub podał Marii chusteczkę. 
- Dlaczego poprosiła pani o rozmowę na osobności z Marzeną? - zapytał Daniel. Agata zdawała się być rozbawiona tym pytaniem. Maria wpatrywała się w swoje dłonie, przygryzła wargi i nie podnosząc głowy zapytała:
- Był pan kiedyś zakochany? - Daniela zaszokowało to pytanie. 
- Pani wybaczy ale nie widzę powiązania z tą sprawą. - powiedział Daniel odchrząkając.
- Z resztą nie ważne. Skoro pan nie odpowiedział, to pewnie był pan zakochany. Nie mogę znieść jak Marzena tuli się do mojego męża. Nie mogę poradzić sobie z myślą, że kiedyś łączyło ich jakiekolwiek uczucie. Przecież ona jest jego byłą żoną. Skoro są po rozwodzie to czemu wciąż czaruje Krzyśka? - ostatnie słowa wykrzyknęła i spojrzała na Daniela zapłakanymi oczami. Jakuba zdziwiło to, że Agata nie podniosła się z fotela, że nic nie zrobiła. 
- Chciałam jej powiedzieć co o niej myślę - kontynuowała Maria i starała się powstrzymać drżenie głosu - I powiedziałam. A ona przez cały czas śmiała mi się w oczy. Była rozbawiona. Na końcu dodała, że nie muszę się tak wysilać, bo Krzysztof i tak nadal ją kocha. - ręce jej się trzęsły - Przyznaję, gdybym miała sposobność to zrobiłabym jej krzywdę. Zniszczyłabym ją! - położyła twarz na blacie i szlochała. Ani Daniel, ani Jakub nie wiedzieli jak powinni się zachować w takiej sytuacji. 
- Wydaje mi się, że to już wszystko - odezwała się Agata i wstała z fotela. Zapłakana kobieta również podniosła się z fotela i skierowała kroki w stronę drzwi. 
- Właściwie to mam do pani jedno pytanie, już ostatnie - odrzekła jeszcze Agata - czy jak oddalała się pani od Marzeny to minęła pani może Alicję Krajewską?
- Na pewno nie. Natknęłam się tylko na harty Krajewskich. - rzekła Maria.
- Dziękuję bardzo. Niezmiernie nam pani pomogła. - powiedziała Agata uśmiechając się. Maria Krajewska wyszła. 

- O tak, bardzo nam pomogła - ironizował Daniel - Pomogła nam utwierdzić się w przekonaniu, że to ona zabiła Marzenę.
- Co ty robisz w policji? Siedzisz za biurkiem i uzupełniasz raporty? - powiedziała Agata i tym razem usiadła obok kolegi. 
- Byłbym wdzięczny gdybyś nie żartowała sobie z mojej pracy. - fuknął Daniel - Kto następny?
- Może... ciotka Alicja? - zapytał Jakub i ziewnął.
- Myślę, że to dobry wybór, choć uważam, że w międzyczasie powinniśmy wypić jakąś kawę. - zaproponowała Agata. - A jeszcze jedno. Kubusiu ile hartów jest na tej posesji?
- Kiedyś były trzy: Bingo, Luna i Marley. Marley zmarł w zeszłym roku zostały dwa. - powiedział od niechcenia Jakub.
- Pokażesz mi je później? - zapytała Agata
- Jasne, budy mają we wschodniej części ogrodu. Ale chyba widziałaś je już nie raz?- dokończył Jakub. Agata uśmiechnęła się promiennie.
- Idę po kawę oświadczyła i przyprowadzę Krzykaczkę. - trzasnęły drzwi.
- Ja jej chyba nigdy nie zrozumiem - powiedział Daniel podchodząc do okna i wyglądając na przejaśniające się niebo. Dochodziła godzina 4. 

1 komentarz: