2 listopada 2011

Rozdział 7

Po paru chwilach do gabinetu wszedł Dariusz. Nie uśmiechał się już tak słodko, jak podczas kolacji. Jednak wciąż był niesamowicie przystojny i pociągający. Milcząc podszedł do krzesła usiadł i zapytał rzeczowo:
- Jak mogę pomóc w tej sprawie?
Daniela ten dziwny spokój wprawił w osłupienie. Dlatego też odezwała się Agata:
- Twoją przyjaciółkę zamordowano. I my chcemy zrobić wszystko żeby dowiedzieć się kto uczynił coś tak okropnego. Od ciebie oczekujemy tylko szczerych odpowiedzi. - Darek milcząco pokiwał głową.
- Od jak dawna zna pan Marzenę? - zapytał Daniel, który najwidoczniej odzyskał już głos.
- Od bardzo dawna - Dariusz spojrzał na blat biurka. - Wiem o niej wszystko. Nic nie mogła przede mną ukryć. Poznaliśmy się gdy miała 19 lat. Była wtedy taka młoda i taka piękna. - urwał bo jego głos się załamał.
- W jakich okolicznościach się poznaliście? - dopytywała Agata.
- To dosyć romantyczna historia. I zbyt długa, żeby ją tu opowiadać. Podejrzewam, że komisarz chce jak najszybciej rozwiązać tę sprawę - Dariusz spojrzał znacząco na Daniela.
- Tak, ma pan rację - odparł Daniel. Miał teraz lekko przyrumienione policzki. Choć Agata podejrzewała, że w jego głowie nadal jest pustka. - Moim zadaniem jest znalezienie mordercy. Im szybciej zdobędę zeznania świadków, tym większe prawdopodobieństwo, że morderca zostanie schwytany. Logika policyjna.
- Całkiem nielogiczna. - Dodała Agata.
- Zatem, czy zauważył pan coś dziwnego dzisiejszego wieczora? - zapytał Daniel przechodząc do sedna.
- Zupełnie nic. Choć można by uznać, że w powietrzu gęstniało. Wie pan, co mam na myśli. W tym domu, było mnóstwo ludzi z wielką liczbą problemów na głowie. Ludzi, którzy może niekoniecznie powinni przebywać razem. Może to tylko moje uprzedzenie. Ale Maria Czaplińska zdecydowanie nie była zadowolona z dzisiejszej uroczystości. O Alicji Krajewskiej też nie można było powiedzieć, że jest szczęśliwa.
- To bardzo interesujące co pan mówi - rzekła Agata i zatopiła się w rozmyślaniach.
- Proszę zadawać mi pytania, pragnę pomóc w tej sprawie. - rzekł niemalże prosząc Dariusz
- Co zdarzyło się po wyjściu pana do ogrodu? - zapytał Daniel. Jakub nie odzywał się. Jego wzrok spoczął na Dariuszu. Gdyby mógł to z pewnością przewierciłby tego człowieka na wylot.
- Po kolacji zaproponowałem Marzenie żebyśmy wyszli na świeże powietrze. Wieczór był wyjątkowo spokojny i bezwietrzny....
- Co powiedziałeś? - zapytała szybko Agata.
- Że wieczór był spokojny... - odrzekł niepewnie Dariusz, a Daniel spojrzał na koleżankę z niepokojem.
- Taak.. - rzekła Agata powoli. - Więc wyszedłeś z Marzeną i co było dalej? - dopytywała się Agata
- Rozmawialiśmy o starych czasach, kiedy tańczyliśmy razem. Marzena wydawała się być lekko przybita. Sam nie wiem, może mi się to tylko zdawało, ale ona wyglądała jakby była przybita przemijaniem. Ciągle wracała do starych czasów. Mówiła o młodości. I o błędach młodości.
- Mówiła o jakiś błędach z młodości? - zapytał wreszcie Jakub.
- Nie wymieniała nic konkretnego. Ale powiedziała coś w rodzaju "Wszyscy w młodości popełniają błędy, jedni większe, drudzy mniejsze". Uznałem, że to po prostu jakiś jej dziwny humor.
- To rzeczywiście w stylu Marzeny. - wybąknął Jakub.
- A myślisz, że Marzena mogła popełnić jakiś błąd w młodości? - zapytała Dariusza Agata.
- Może mówiła o jednym ze swoich małżeństw. W końcu chyba nie należały do udanych. Ale raczej nie mówiłaby wtedy o młodości. Wychodząc za Czaplińskiego mogła mieć ze 25 lat. To już nie taka młodość. - rzekł ze zastanowieniem Wójcik.
- Gdyby mówiła o małżeństwie, to by się zgadzało z zeznaniami Alicji i Andżeliki. - zastanowił się głośno Daniel.
- Chociaż niekoniecznie. - rzekła Agata. - Więc poznałeś Marzenę kiedy miała 19 lat? Może mówiła o jakimś błędzie z czasów sprzed poznania ciebie?
- Być może. Ale wiedziałbym o tym. Mówiła mi o wszystkim. - odparł z lekką urazą Dariusz.
- Tak? Zatem wiedziałeś o Wiktorze Paskudzkim? - rzekła Agata głośniej niż zamierzała.
Wójcik chwilę nie odpowiadał, w końcu jednak nabrał powietrza i wybąknął :
- Nie wiedziałem. Dowiedziałem się niedawno. Ale nie mam jej tego za złe, że mi nie powiedziała. Ta sprawa nie dotyczyła jej bezpośrednio. To błąd z młodości jej siostry.
- Tak. Ale to jednak dziwne, czyż nie? - zapytała Agata.
- Dziwne? Bynajmniej. Nie wnikałem w sprawy jej rodziny. - rzekł Dariusz.
- Więc nie wiesz nic o jej rodzinie? - dopytywała Agata.
- Tak, przyznaje, nie znam pikantnych szczegółów z życia jej rodziny. Ale nie czuję potrzeby aby poznawać dokładnie ich kłopoty - odparł Dariusz niemiło.
- Oczywiście, rozumiem. - odrzekła Agata - To chyba na tyle. Dziękujemy. Byłeś bardzo pomocny.
- Gdybyście potrzebowali mojej pomocy, to śmiało dzwońcie. Oto mój numer. - podał Agacie swoją wizytówkę. Skierował kroki do wyjścia. W ostatnim jednak momencie odwrócił się i patrząc na Agatę rzekł: Marzena była dziwna, miała swoje odchyły. Ale była dobra i utalentowana. Nikt nie był tak wspaniałą partnerką do tańca, jak ona. - potarł czoło i wyszedł.
- Miły z niego facet - rzekł Daniel, poprawiając kosmyk włosów z czoła. - No i co, Agatko, masz już jakąś koncepcję? Została nam tylko Monika Wagner. Ale ona nam dużo nie pomoże. Była właściwie nieobecna.
- Cóż... Mam pewną koncepcję. Ale wciąż pewne rzeczy mi się nie zgadzają. Chyba będę musiała trochę pomyśleć... - potarła brodę.
Drzwi otworzyły się i do pokoju wpłynął zapach słodkich perfum. Później pojawiła się zgrabna noga w czerwonym bucie na wysokim obcasie. Na samym końcu pojawiła się reszta Moniki. Agacie zdawało się, że towarzyszący jej mężczyźni wstrzymali oddech. Miała nadzieję, że to przez perfumy, a nie z podniecenia. Monika wpłynęła do gabinetu i opadła delikatnie na krzesło.
Miała idealnie ułożone białe loki. Czerwona sukienka opinała jej nienaganną figurę. Biust wyglądał apetycznie, w dekolcie w serek. Z pewnością nosiła push-up. Któż ich nie nosi? Ale wyraz twarzy miała inteligentny. Agata pomyślała, że być może na reszcie trafiła się Jakubowi niezła sztuka, tym razem z mózgiem.
Jakub chrząknął znacząco.
- Pani Monika Wagner, tak? - zapytał formalnie Daniel.
- Tak to ja. Jednak jestem pewna, że nie przydam się panom. - spojrzała pogardliwie na Agatę - o przepraszam, państwu.
- Ależ skąd. Z pewnością się nam przydasz - odrzekła Agata i od razu poczuła uderzającą niechęć do tej blondynki. - Właściwie czemu się spóźniłaś?
- Jestem dosyć zajętą osobą. Imprezowanie nie jest moim jedynym zajęciem. Musiałam zostać dłużej w pracy. Wraz z moim wspólnikiem opracowujemy nowy lek. Być może uda nam się znacząco spowolnić rozwój raka. Ale podejrzewam, że państwa to nie interesuje. Tak, więc przybyłam z pewnym opóźnieniem.
- Proszę dokładnie powiedzieć, o tym jak dotarła pani na miejsce? - zapytał Daniel.
- Czy to znaczy, że jestem podejrzana? - uśmiechnęła się szyderczo. Daniel zaczął przeczyć. Monika poprawiła się na krześle, pochyliła i spojrzała na Daniela. - Panie komisarzu, to niesamowite, że mnie pan podejrzewa. Historia na okładki gazet. Jednak w głębi duszy zdaje pan sobie sprawę, że nie mogłam tego zrobić. Nie znam nawet dokładnie żadnych szczegółów. A Marzenę widziałam dziś dopiero leżącą na trawie.
- Nikt cie nie podejrzewa, moja droga - odrzekł Jakub chwytając blondynkę za rękę. - To rutynowe pytania. Mogłaś zauważyć coś z zewnątrz, jak wchodziłaś do domu. Może kogoś zauważyłaś?
- Nie widziałam nikogo. Poza hartami, które wałęsały się przy wejściu. - odpowiedziała Monika.
- I nie szczekały na ciebie? - zapytała Agata z przekąsem.
- Byłam parę razy tutaj. To nie moja pierwsza wizyta. Psy przyzwyczajają się do ludzi, którzy często odwiedzają ich właścicieli. - odrzekła chłodno Monika. Agacie wydawało się, że tapeta na ścianach zamienia się w lód.
- Oczywiście - odparł szybko Daniel. - Wydaje mi się, że nie musimy już pani męczyć. Jednak gdyby sobie pani coś przypomniała proszę ze mną skontaktować. - Daniel podał jej wizytówkę.
- Dobry sposób na podanie swojego telefonu - pogratulowała pomysłu Agata, po wyjściu Moniki.
- Lepiej powiedz, czy masz jakieś podejrzenia? - zapytał Jakub, który odzyskał normalny wyraz twarzy po działaniu Moniki.
- Podejrzenia mam. Nawet logiczne. - rzekła Agata przechadzając się po gabinecie. Za oknem wyjrzał piękny wschód słońca. - Chyba czas, żeby prawda rozświetliła mrok tej ciemnej, nieprzyjemnej nocy. - rzekła Agata lekko uśmiechając się. - Ale żeby znaleźć prawdę muszę dowiedzieć się jeszcze paru drobnych rzeczy. Bo wciąż nie wszystko jest jasne. Musicie mi dać trochę czasu.