14 listopada 2010

Rozdział 3

Następnego dnia Agata wstała w zadziwiająco dobrym humorze. Przy śniadaniu zatelefonował do niej Jakub. 
- Najpierw cię przeproszę - zaskrzeczał głos w telefonie - a potem powiem ci za co...
- Już się boję - odrzekła znudzonym głosem Agata - Co zrobiłeś?
- Najpierw przepraszam. Po prostu zapomniałem ci wczoraj powiedzieć, że na tych dzisiejszych urodzinach obowiązuje strój wizytowy. Ale...
- No nie! Coś czuję, że dzisiaj kogoś zamorduję! - Agata lubiła mieć wszystko pod kontrolą, a w tej chwili nie była pewna zawartości swojej szafy z wizytowymi ubraniami. Niezauważalnie podniosła głos i zaczęła mówić coraz szybciej - I co ja teraz zrobię? Przecież obiecałam jeszcze szefowi, że wpadnę dziś do biura i przygotuje dla niego dokumenty. Nie zdążę wybrać się na zakupy. Ciesz się, że dzwonisz, bo inaczej byłbyś już pozbawiony oczu!
- Daj mi dokończyć! - krzyknął Jakub - Chciałem ci powiedzieć, że o kreację nie musisz się martwić, bo ją dla ciebie kupiłem. I już się nie rozklejaj. Nie dziękuj. Naprawdę nie trzeba - w głosie Jakuba dało się teraz słyszeć samozadowolenie.
- Kupiłeś mi sukienkę! O nie! Przecież nie masz zielonego pojęcia jak ja mam gust! - teraz Agata była naprawdę załamana. 
- A ja myślałem, że masz zielony gust... - nie takiej reakcji Jakub się spodziewał - Przyjadę po ciebie o 19.30. Jeżeli sukienka ci się nie spodoba to masz prawo zrezygnować z towarzyszenia mi na urodzinach Marzeny. Pa. - trzasnęła słuchawka. 

* * *

Punktualnie o 19.30 rozległ się dzwonek do drzwi. Agata otworzyła je ubrana w szlafrok z nie do końca ułożonymi włosami. Jakub wszedł do przedpokoju i zastał w środku wielki bałagan. Agata gestem wprowadziła go do salonu. Na kanapie leżały zwiewne sukienki. Jedna z nich jasnoniebieska od razu rzucała się w oczy. Jakub sięgnął po nią.
- Całkiem niezła - rozpostarł suknię - Gdzieś cię w niej widziałem... Mniejsza z tym, nie ważne. Proszę - podał Agacie spore, białe pudło - Mam jednak nadzieję, że nie do końca wyzbyłem się gustu. 
- Ja też mam taką nadzieję... - westchnęła Agata, wzięła pudło i skierowała kroki w stronę łazienki.
Jakubowi bardzo podobało się ciepłe i przytulne mieszkanie Agaty. Choć nigdy nie widział go pozostawionego w porządku. Jego przyjaciółka nie należała do pedantek. Wręcz odwrotnie, była totalną bałaganiarą. Jakub sięgnął po delikatne, białe rajstopy leżące na puszystym dywanie. Uśmiechnął się sam do siebie i położył je obok sukienek. Przeszedł w stronę półek umieszczonych obok drzwi prowadzących do sypialni. Sypialnia była dla Agaty świątynią i tylko ona mogła tam wchodzić. Jakub był tam tylko raz, gdy Agata złapała grypę i była zmuszona do przebywania w łóżku więcej niż zwykle. Była wtedy na niego wściekła. Wypędziła go z sypialni, a sama przeniosła się z kocem na kanapę w salonie. Jakub twierdzi, że Agata na punkcie swojej sypialni ma bzika. 
Na półkach, na których teraz spoczął jego wzrok znajdowały się fotografie. Z ram uśmiechała się do niego mała, piegowata Agatka. Agatka z wielkim bernardynem. Agatka z Karoliną. Jakuba zawsze dziwiło to, że siostry są tak do siebie niepodobne. Na jednym ze zdjęć Agata przytulała się do pięknej, rudowłosej kobiety, do swojej mamy. Jego przyjaciółka nigdy nie rozmawiała o swojej mamie, a kiedy Jakub nawiązuje do jej tematu, Agata bardzo zwinnie zmienia temat i ucina rozmowę. Ciekawe, czy gdyby żyła jej mama to polubiłaby Jakuba.
- I jak wyglądam? - padło pytanie, puszczone jakby w próżnię. Jakub odwrócił się. Przed nim nie stała Agata Sosnowska, pracownica firmy reklamowej, ale najpiękniejsza ruda jaką kiedykolwiek widział. Sukienka w którą zaopatrzył ją Jakub idealnie podkreślała jej figurę. Na nagie ramiona opadały loczki, wypuszczone ze starannie ułożonego koka. Zgniła zieleń sukni podkreślała kolor oczu Agaty i kontrastowała z włosami, które teraz zdawały się płonąć. Suknia była prosta i długa, bez zbędnych ozdób. Na szyi zawiesiła delikatny łańcuszek z malutkim serduszkiem, a w uszach pobłyskiwały nieduże kolczyki.
Jakub złapał się na tym, że wciąż oniemiały wpatruje się w Agatę, zamknął buzię i odrzekł:
-Wiesz, mam najpiękniejszą przyjaciółkę na świecie. - uśmiech rozpromienił mu twarz. - Gotowa? - Agata skinęła głową - No to w drogę! - Jakub szarmancko podał jej ramię i wyszli na ulicę, na której szalał jesienny wiatr.
Samochód Jakuba nie był żadnym BMW ani Mercedesem. Zwykły, biały Citroen C3. Agata nie widziała w nim nic nadzwyczajnego, ale Jakub troszczył się o swoje auto jak o najdelikatniejsze dziecko. Wsiedli do samochodu i ruszyli.

* * *

Na miejsce dotarli parę minut po ósmej. Na progu powitała ich roześmiana Marzena. Ostrzegła, że większość gości jeszcze nie dotarła i od razu wdała się w rozmowę z Agatą na temat nowej serii perfum od Diora. Pani domu wprowadziła oboje na salony. Agata szybko dostrzegła mężczyznę, któremu nie mogła przypisać żadnego imienia i nazwiska. A więc jest ktoś, o kim nie wiedział Jakub, albo po prostu zapomniał jej powiedzieć. Agata przywitała się z Alicją Krajewską, albo raczej Alicja Krajewska przywitała się z Agatą i od razu wyrwała ją z uścisku Marzeny. Chwilę zanudzała Agatę swoimi problemami. Agata jednak jej nie słuchała. Przypatrywała się Marzenie, która zabawiała gościa. Nie dało się ukryć nieznany Agacie mężczyzna wpatruje się w  Marzenę rozmarzonym wzrokiem. Kim on jest? Marzena odeszła od gościa i poszła w stronę kuchni. Agata przeprosiła Alicję i udała się w stronę siwego acz przystojnego starszego mężczyzny.
- Dobry wieczór. My chyba nie zostaliśmy sobie przedstawieni - rzekła Agata i podała dłoń mężczyźnie. Starszy pan spojrzał na nią sympatycznym wzrokiem i ucałował Agatę w rękę.  - Nazywam się... 
- Agata Sosnowska. - dokończył mężczyzna - Marzena mówiła mi, kto będzie. Wspomniała też, że jesteś młodym detektywem z wyboru - mężczyzna zaśmiał się. Teraz wyglądał na nie więcej niż 45 lat. Agata wpatrywała się w niego zauroczona. Choć nie do końca wiedziała co Marzena miała na myśli nazywając ją ''detektywem z wyboru" - Nazywam się Dariusz Wójcik - ciągnął mężczyzna - Jestem przyjacielem solenizantki. - Tyle wystarczyło by Agata mogła się domyśleć prawdziwych powiązań między tą dwójką. - Przyznam szczerze - kontynuował mężczyzna - nie przepadam za takimi imprezami. Pełno dziwnych ludzi wśród, których człowiek zna niewielu. 
- Właściwie to podzielam pańskie zniechęcenie. Ja również staram się unikać tego typu uroczystości. - odrzekła Agata. Poczuła wielką sympatię do tego człowieka. I miała wrażenie, że on również ją polubił.
- Co więc tak urocza i śmiem nie wątpić inteligentna, młoda kobieta robi tutaj, na staroświeckiej uroczystości? - zapytał mężczyzna i wbił w Agatę wzrok. Miał niezwykle jasnoniebieskie oczy, które teraz zdawały się przeszywać Agatę na wylot. Więc on bada grunt? 
- Dostałam zaproszenie od mojego przyjaciela, pasierba Marzeny. - zaczęła niepewnie Agata
- Och! Więc Jakub jest twoim przyjacielem? - mężczyzna wykazywał wielki entuzjazm tą wiadomością. - To wspaniały chłopak. Taki uczynny i pracowity. Widziałem go co prawda tylko raz. Z resztą bardzo dawno temu, ale już wtedy zrobił na mnie ogromne wrażenie. Przypomina trochę mnie jak byłem młody - lekki skurcz przebiegł po twarzy Dariusza. 
- Panie Darku... 
- Moja droga, jestem Darek. To naprawdę niezręczne, gdy tak urocza kobieta zwraca się do mnie per Pan. - Agata poczuła, że na policzki napływa jej rumieniec. Z jednej strony była wdzięczna, że tak szybko nawiązała kontakt z tym człowiekiem, z drugiej jednak wciąż był on dla niej dosyć tajemniczy. Ośmieliła się jednak zadać mu pytanie:
- Darku, może ty będziesz potrafił przedstawić mi pozostałych gości, gdy się zjawią oczywiście. Nie chcę zawracać głowy solenizantce. A czuję się trochę zagubiona. Alicję Krajewską, siostrę pana domu, miałam sposobność już poznać...
- Ach, tak tę Krzykaczkę się zapamiętuję. Okropna kobieta. Wcale się nie dziwię, że została starą panną. Gdybym trafił na taką kobietę to albo bym się powiesił albo ją zamordował. - skwitował Dariusz i zaśmiał się - I te ciągłe awantury, które urządza Marzenie, coś strasznego. Krajewskich odwiedza chyba tylko po to by się z nią pokłócić - Agata zauważyła, że pan Wójcik, ma doskonałe rozeznanie w sprawach prywatnych tego domu. Wzrok Agaty powędrował z Jakuba, który rozmawiał ze swoim ojcem w stronę Marzeny, która strofowała teraz swoją pokojówkę. - Piękna z niej dziewczyna - powiedział Darek jakby odgadywał myśli Agaty. - z tej pokojówki. Taka drobna z różanymi policzkami. Cóż ona ma pracując tutaj? - westchnął mężczyzna. 
- Może po prostu utrzymanie. - rzekła Agata wpatrując się ponownie w roześmianego Jakuba. Musiała przyznać, że jej przyjaciel w garniturze prezentował się wyjątkowo przystojnie. Miał włosy zaczesane lekko do tyłu. Wyglądał jak arystokratyczny Anglik z czasów Agathy Christie. Przechodząc próg tego domu Agata dała przenieść się w przeszłość o jakieś 100 lat. Nie widziała w tym domu wierzy stereo ani komputera. Muzyka puszczona była z gramofonu. W kącie stał fortepian do której powoli zbliżał się Mariusz Krajewski. - A jeżeli mogę zapytać, co sądzisz o panu domu? - Dariusz chyba wolałby nie usłyszeć tego pytania. Spojrzał na Mariusza spod brwi i ponownie skierował wzrok na rozmówczynię. 
- Ciekawa z niego osobowość. Dobry polityk. Chyba nie najgorszy ojciec. Ale nie widzę w nim ani grama namiętności. Rozumiesz, o co mi chodzi? Nudny z niego partner... tak mi się wydaje. 
Rozległ się dzwonek do drzwi i chwilę później do salonu weszła para. Wysoki, szpakowaty mężczyzna z wąsami i szczupła kobieta w wieku może lat 35. Mężczyzna wydawał się urzeczony rozmową z Marzeną. Kobieta nie wykazywała większego entuzjazmu. 
- To państwo Czaplińscy. - przedstawił ich Darek.
Krzysztof ucałował dłoń Agaty i wręcz został porwany przez Marzenę. Natomiast Maria uśmiechnęła się do dziewczyny smutno i usiadła w fotelu.
- Biedna musi  być z niej kobieta. - powiedział Darek, podając Agacie drinka. - Jej mąż wciąż kocha Marzenę. A Maria za bardzo kocha męża żeby od niego odejść. - Wpatrując się w zagubioną panią Czaplińską, Agata poczuła nagłą niechęć do Marzeny. Pan Czapliński właśnie zaśmiał się głośniej, za pewne z żartu Marzeny. 
W tle zabrzmiały pierwsze słowa piosenki The Beatles "Hey Jude". Agata uwielbiała spokojne nuty tego utworu.
- Przepraszam, czy mogę porwać moją przyjaciółkę? - nie wiadomo skąd obok Agaty i Darka pojawił się uśmiechnięty Jakub. 
- Oczywiście. - Dariusz Wójcik podał dłoń Agaty Jakubowi. 
Chwilę później do grona tańczących dołączył Mariusz Krajewski z Marią i Marzena z Krzysztofem. Jakub szepnął Agacie do ucha:
- Nie miałem zielonego pojęcia, że Marzena zaprosiła Dariusza. - Jakub nie wyglądał na zadowolonego z tego powodu. 
Gdy piosenka skończyła się po schodach prowadzących do sypialni na pierwszym piętrze zszedł kolejny gość. Kroczył pewnie z lekko zadartą do góry brodą. Miał ciemne, błyszczące włosy i kremową karnację. Wyglądał jak gwiazdor idący po czerwonym dywanie by otrzymać statuetkę. Nazwanie tego typu mężczyznę mało interesującym to grzech. Miał szerokie barki, idealne by schronić w nich każdą potrzebującą tego kobietę. Agata nie mogła odciągnąć od niego swojego wzroku. Uśmiechnęła się pod nosem. A więc jednak Wiktor Paskudzki wygląda o wiele przystojniej niż jej się wydawało. 
Agata siedziała teraz na kanapie sącząc powoli drinka i słuchając tego co mówi do niej Jakub. Nawet nie zauważyła, kiedy jej przyjaciel zamilkł. Nie odwróciła też w jego stronę głowy.
- I tak właśnie działa na wszystkie kobiety - powiedział cicho Jakub prawie dotykając wargami ucha Agaty.
- Tak, to znaczy jak? - zapytała Agata i niechętnie znów zwróciła oczy ku przyjacielowi.
- Ano tak, że poza Wiktorem nie widzą całej reszty. - wstał i ruszył w stronę fortepianu, po drodze wyłączając gramofon. Zasiadł za instrumentem i zaczął grać nieznany Agacie utwór. Chwilę później do Agaty dosiadł się Wiktor. 
- Cześć, jestem Wiktor - powiedział i ucałował dłoń Agaty. Miał piękny, głęboki głos. 
- Jestem Agata. - odrzekła i ku zdumieniu Wiktora odwróciła od niego wzrok
- Jesteś znajomą mojej ciotki? - zapytał Wiktor lekko przysuwając się do dziewczyny.
- Nie do końca - odpowiedziała Agata - Jestem przyjaciółką Kuby. - uśmiechnęła się i podniosła drinka w geście toastu. Miała wrażenie, że w oczach chłopaka dostrzegła błysk zainteresowania. 
- W takim razie, mam nadzieję, że Kuba nie będzie miał do mnie urazy jeżeli porwę cię do tańca? Kuzynie mój - krzyknął Wiktor w stronę Kuby, tak że usłyszeli go wszyscy goście - wrzuć coś szybkiego na ruszt, bo porywam twoją przyjaciółkę do tańca. - pociągnął Agatę stanowczo za rękę i nawet nie dostrzegła kiedy oboje wirowali na środku salonu w rytm tanga. Wiktor tańczył doskonale.
- Myślisz, że taki z ciebie doskonały tancerz, Wiktorze? - rozległo się pytanie Marzeny - Dareczku, pokażmy młodym jak się tańczy. - Darek Wójcik odstawił swojego drinka z uśmiechem i porwał Marzenę w gorące tango. Agata stanęła jak wryta. Nie miała pojęcia, że Marzena tak doskonale tańczy. Para płynęła po deskach salonu. Teraz wszystkie oczy były ku nim zwrócone. Wiktor położył rękę na talii Agaty, przyciągnął ją bliżej siebie i szepnął:
- Ach, moja ciotka potrafi się tylko popisywać, nikt nie ma pojęcia, jaka jest naprawdę. - Agacie nie podobał się sposób w jaki powiedział to zdanie. Wyrwała się z jego objęcia i podeszła do grającego Jakuba stanęła tuż za nim i wpatrywała się w zawiłe kroki tancerzy. Byli doskonali. Zdawało się jakby spajali się w tańcu. Ciała wciąż od siebie uciekały, ale ich dusze były połączone. Marzena, to dopiero potrafi zaskoczyć ludzi. Ta kobieta jest nieprzewidywalna. Gdy skończyli rozległy się gromkie brawa. 
- Dziękuję, dziękuję - mówiła Marzena słodkim głosem - Ale zapraszam na kolację, bo z tego co powiedziała mi Andżelika, wszystko już na nas czeka. Miałam tylko nadzieję, że Moniczka dołączy do nas na kolacji. Uprzedziła mnie, że może się spóźnić. - pierwsza ku jadalni udała się Alicja, która przez cały czas siedziała w fotelu przeglądając jakąś książkę i mrucząc coś pod nosem. Wyglądała jakby miała pretensje do wszystkich. 
Agata mogła w tym domu narzekać na wszystko, ale nie na talent kucharski zaplecza. Kolacja była wyśmienita. Towarzystwo zaczęło się lekko rozkręcać. Kuba wyglądał trochę na zmartwionego. Agata zrzuciła to na Monikę, która już całkiem nieźle się spóźnia. Wiktor, rzucał ukradkowe spojrzenia to na Agatę to na Andżelikę, której policzki robiły się coraz bardziej różowe. Nawet Alicja, zainteresowała się problemami politycznymi, którymi zanudzał ją teraz jej brat. Tylko Maria Czaplińska, zdawała się być zagubiona w tym towarzystwie. Milczała. 
Kawa i deser miały być podane w salonie, gdzie udało się całe towarzystwo. Pan domu udał się na chwilę do swojej sypialni. Kuba zasiadł ponownie za fortepianem. Państwo Czaplińscy wyszli przez taras do zalanego już mrokiem ogrodu. W ich ślady ruszyli też solenizantka z Dariuszem. Alicja ponownie wróciła do swojego bojowego nastroju. Natomiast Wiktor zasiadł z Agatą na kanapie. Dziewczyna powoli robiła się zmęczona i marzyła już tylko o powrocie do domu. Z kuchni dochodziły dźwięki krzątania się Andżeliki i zapach ciasta. "Jak tylko podadzą ciasto i wypiją toast za solenizantkę poproszę Kubę żeby mnie odwiózł" - postanowiła Agata. 
Była 22.05, gdy Wiktor przeprosił Agatę i udał się do kuchni dowiedzieć się co z ciastem, które miało być podane. Agata wreszcie uwolniła się od tego podrywacza. Podeszła do Jakuba i usiadła na krześle przy fortepianie. W tym momencie ku jej zdziwieniu Alicja wypruła z fotela niczym armata i skierowała kroki na taras gdzie chwilę później zniknęła w ciemności. Przyjaciele popatrzyli na siebie ze zdziwieniem. Następnie przez taras wrócił Krzysztof Czapliński. Uśmiechnął się nerwowo do młodych i usiadł przy stoliku na kawę, tuż za nim wrócił Dariusz i dosiadł się do szpakowatego mężczyzny. Agata przysłuchiwała się grze Jakuba. Wydawało jej się, że wszystko teraz jest takie spokojne, ustatkowane. Z tego zatracenia myślowego wyrwał ją ledwo słyszalny krzyk Wiktora i cichy szloch. Na pewno nakrzyczał na Andżelikę. Agata nie darzyła jej wielką sympatią. Wiedziała, że Andżelika również za nią nie przepada. Kiedyś niby przypadkiem rozlała na Agatę herbatę. Przez taras wkroczyła szybkim krokiem Maria. Wydawała się być wytrącona z równowagi. Zupełnie niepodobna do tej Marii, która siedziała cicho jak mysz przy kolacji. 
- Wychodzę! - oznajmiła mężowi i skierowała kroki w stronę drzwi wyjściowych. Krzysztof nie wiedział co ma robić. Dariusz wstał szybko i podszedł do Pani Czaplińskiej, by podać jej płaszcz. 
W tym momencie z ogrodu dało się słyszeć przeraźliwy krzyk. Z kuchni wyjrzał Wiktor, za nim Andżelika. Wszyscy zerwali się ze swoich miejsc i ruszyli w stronę ogrodu przez drzwi tarasowe. W ciemności, przy lampach ogrodowych niewiele można było dostrzec. 
- Tam! - ryknął Dariusz i wskazał kierunek z którego dochodził teraz niezrozumiały pisk. 
Na tle lamp, przy krzewach z różami rysowały się dwie postacie. Jedna leżała na zimnej trawie, druga pochylała się nad nią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz