12 listopada 2010

Rozdział 2

-Nie ma mowy! - Agata kręciła głową obijając rudymi lokami po swoich policzkach - Kubusiu, mój drogi nie pójdę z tobą jutro na urodziny Marzeny. - Oboje siedzieli w kawiarni niedaleko mieszkania Agaty. Często ją odwiedzali. Według Jakuba robią tam najlepszą kawę w mieście. Według Agaty doskonałe kakao.
-Ale moja macocha cię uwielbia! Sama kazała mi ciebie zaprosić. Wiesz... ona widzi w tobie idealną partnerkę dla mnie... Proszę. To tylko jeden wieczór. 
-Kuba, wiesz dobrze, że nie lubię przychodzić na twoje imprezy rodzinne. Zawsze jest tak poważnie. Twój ojciec gra na fortepianie, a wszyscy w koło uśmiechają się sztucznie. Marzena pełni rolę arystokratki. Prawie jakby przeniosła się w czasie o jakieś 100 lat! 
Agata nie lubiła przychodzić w odwiedziny do rodziców Jakuba. Jego matka rozstała się z ojcem już dawno, a on bardzo szybko znalazł pocieszenie w ramionach Marzeny. Agacie bardzo często zdawało się, że Jakub o rozstanie rodziców obwinia Marzenę. Jego macocha to czarująca kobieta. Z łatwością mogłaby mieć każdego mężczyznę, którego tylko by zapragnęła. Pomimo swojego już nie młodego wieku miała piękne, długie kasztanowe włosy. Gdy Agata zobaczyła ją po raz pierwszy zastanawiała się czy to przypadkiem nie peruka. O tak, Marzena w młodości musiała być łamaczką męskich serc. Figurę miała wciąż nienaganną, a delikatne zmarszczki dodawały jej dostojeństwa. Dojrzała kobieta - taka o której marzą mężczyźni. Tylko co ona widzi w niskim i krępym Mariuszu Krajewskim- ojcu Jakuba? Cóż... miłość jest ślepa. 
Po drugiej kawie i lekkim zachrypnięciu Jakuba, Agata w końcu zgodziła się pójść z nim na 49 (!) urodziny jego macochy. Ale postawiła ultimatum. 
- Kuba, pójdę z tobą na tę rodzinną imprezę pod warunkiem, że teraz w tej chwili przedstawisz mi, kto tam właściwie jeszcze będzie. Wiesz, żebym mogła nastawić się na to wszystko psychicznie. - Agata zatopiła spojrzenie w brudnym kołnierzyku koszuli Jakuba.
-Nie ma problemu... Z tego co mi wiadomo...
-Czyli rozumiem nie masz stu procentowej pewności, kto będzie... - westchnęła Agata, nie odrywając wzroku z upaskudzonej koszuli - ale mów dalej.
-Więc z tego co mi wiadomo - zaczął ponownie Jakub - Ma być ciotka Alicja, wiesz siostra mojego taty, taka niska blondynka, powinnaś ją pamiętać z zeszłorocznych urodzin mojego ojca.
-Ach, tak oczywiście, że pamiętam, trudno zapomina się o kimś kogo najpierw się słyszy, a dopiero później zauważa. Ta kobieta dorobiła się głosu chyba na targowisku! - Agata przeniosła wzrok z koszuli Jakuba na kawałek czekoladowego ciasta, który pozostał na jej talerzu. W jej głowie rysowała się postać niewysokiej krępej blondynki, która w zeszłym roku zrobiła niezłą awanturę Marzenie. Z jakiego to było powodu? - rozpoczęła atak na czekoladowe ciasto
-Będzie też były mąż Marzeny, Krzysztof i jego obecna żona Maria.
-O... Tych państwa chyba nie znam? Jak mają na nazwisko?
-Chyba Czaplińscy. Tak. Co robisz? - Jakub utkwił wzrok w dłoni Agaty, która teraz energicznie zapisywała coś na serwetce.
-Nic takiego... Zapisuje listę gości. - uśmiechnęła się nieprzytomnie. Jakub spojrzał na pochyloną nad serwetką postać, podniósł brwi i wrócił do wymieniania reszty gości.
-Ma być Wiktor.
-Jaki Wiktor? - Agata lekko się ożywiła i spojrzała w ciemne oczy Jakuba
-Siostrzeniec Marzeny.
-To ona ma siostrzeńca? Zaraz, zaraz to ona ma siostrę? Nic mi o tym nie mówiłeś...
-Sam dowiedziałem się niedawno. Wiktor mieszka z moimi rodzicami od miesiąca. Musiałem dopytywać się Marzeny kim on właściwie jest. Na początku coś kręciła, że to daleki krewny, ale w końcu rozgadała się na temat swojej siostry, która będąc panienką postarała się o dzieciaka. I tak narodził się Wiktor.
-Jak ma na nazwisko?
-Jak Marzena z panieńskiego. Paskudzki. 
-I co paskudny z niego typek? - zaśmiała się Agata i ponownie zapisała imię i nazwisko na kartce.
-Z wyglądu powiedziałbym, że jest niczego sobie. Wiesz, typ faceta za którym kobiety przepadają. Ciemne włosy, ciemna karnacja. Siostra Marzeny musiała spotykać się chyba z Hiszpanem! I jest tak cholernie pewny siebie. Ale biedne kobiety, które wpadną w jego sidła... Wydaje mi się, że jest kawałem drania i że obchodzi go tylko jego własny tyłek. 
-Doskonale wiem co masz na myśli. A właściwie to jak ma na imię jego matka?
-Małgorzata. Marzena mi powiedziała. Ale nic o niej nie wiem. Nigdy jej nie widziałem, nigdy nas nie odwiedzała. - Ręka Agaty ponownie nakreślała drobnym drugiem słowa na serwetce. Jakub przypatrywał się jej milcząc. - Ktoś jeszcze?
-Oczywiście ma być mój ojciec. I jeszcze... Monika Wagner.
-O... A kimże jest Monika Wagner, że na sam dźwięk jej imienia się rumienisz? - prychnęła Agata i utkwiła spojrzenie w ciemnych oczach przyjaciela.
-Właściwie... - zaczął Jakub i poczuł, że na twarzy występują mu wypieki - właściwie jej nie znam. Marzena przedstawiła mi ją na bankiecie mojego ojca w zeszłym tygodniu. To chyba jest córka jakiejś jej przyjaciółki. - ręką przejechał po swoich ciemnych włosach. - Ale nawiasem mówiąc jest niesamowicie czarująca. Blondynka, niebieskie oczy, nogi aż do samej ziemi... 
-A mózg posiada? - zapytała Agata ironicznie, jednocześnie chcąc wyrwać Jakuba z rozmyślań o Pięknej Blondynce. 
-Oczywiście. Jest panią Biolog. - warknął Jakub
-To coś nowego, zazwyczaj były bezmózgie modelki lub niedoszłe aktorki albo fałszujące wokalistki tudzież różowe bizneswoman ewentualnie... 
-Proszę. Możesz nie wymieniać wszystkich moich nieudanych podbojów miłosnych? - wziął łyk kawy.
-Czy to już wszyscy? - zapytała Agata zapisując nazwisko Długonogiej Pani Biolog.
-Z którymi będziesz miała sposobność porozmawiać? Tak. Będzie jeszcze Andżelika - wiesz pokojówka w domu rodziców.
-Andżelika Jackowska, tak? - dopytywała się Agata i ku zdziwieniu Jakuba również zapisała jej nazwisko.
-Tak. Zupełnie nie wiem po co te ceregiele. - powiedział Jakub wskazując serwetkę zapisaną starannym charakterem pisma. - Mogę zobaczyć twoje tajemnicze zapiski?
-Tak, tak...tylko dopisze ostatnie nazwisko - Agata szybko dopisała coś na końcu serwetki i podała ją przyjacielowi. Przed Jakubem znajdował się spis gości z notatkami na temat każdego.

Marzena Paskudzka - Krajewska - solenizantka
Mariusz Krajewski - Mąż Marzeny, polityk
Alicja Krajewska - Siostra Mariusza, bardzo głośna, bardzo wulgarna, bardzo niesympatyczna
Krzysztof Czapliński - były mąż Marzeny (?)
Maria Czaplińska - obecna żona Krzysztofa (?)
Wiktor Paskudzki - siostrzeniec Marzeny, syn Małgorzaty Paskudzkiej, drań (?)
Monika Wagner - Piękność z nogami aż do samej ziemi, Pani Biolog (może z mózgiem?)
Andżelika Jackowska - zakłamana pokojówka 
Jakub Krajewski - ciołek!

- Do pełnej listy gości powinnaś jeszcze dopisać Agatę Sosnowską - wścibską rudowłosą wredotę. Po co ci to? - zapytał całkiem poważnie Jakub oddając przyjaciółce serwetkę.
- Po to geniuszu, żeby wiedzieć z kim i o czym mogę porozmawiać. Chyba zgodzisz się z tym, że przez cały wieczór nie będziesz mi towarzyszył. Bo będą ciekawsze okazy do porozmawiania. Jestem więc zmuszona, żeby znaleźć wspólny język z pozostałymi gośćmi. 
- To jest jakiś pomysł - zaśmiał się Jakub, jednocześnie pocierając swoją brodę - Ale w takim razie czemu dopisałaś na końcu moje nazwisko? 
- Po to żebyś nie poczuł się ominięty - powiedziała Agata i złapała Jakuba za policzek, zupełnie tak jak robi się dzieciom "puci puci bobasku". - Wydaje mi się - Agata spojrzała na zegarek - że powinniśmy się już zbierać. Dochodzi 21. A jeszcze jedno, o której zaczyna się uroczystość?
- O 20. Nie martw się, przyjadę po ciebie o 19.30. - uśmiechnął się i szarmancko podał Agacie swoje ramię. Oboje ruszyli w stronę mieszkania Agaty.

* * *

Agata leżąc na łóżku rozmyślała o jutrzejszym dniu. Właściwie czemu zgodziła się pójść na te nudne i staromodne urodziny? Lubiła Marzenę. Widziała w niej ideał kobiecości. W stosunku do Agaty zawsze była miła i wylewna. Nie widziała jej nigdy zdenerwowanej ani smutnej. Agata nie raz łapała się na tym, że chciałaby być taka jak macocha Jakuba. 
Rodzice Jakuba mieszkają w Józefowie pod Warszawą. Mają swój dom. Niebagatelny, paręset metrów kwadratowych otoczonych wspaniałym, zadbanym ogrodem. W ogrodzie Agacie, od zawsze, najbardziej podobały się róże. Gustowne, delikatne białe pączki lilii i krwistoczerwone, namiętne róże. Agata nie jest zapaloną ogrodniczką, ale ma słabość do pięknych kwiatów. Sama nie potrafiłaby prowadzić ogrodu. W rezydencji państwa Krajewskich jest ogrodnik. Stary, poczciwy Grzegorz. Agata od pierwszego spotkania polubiła pana Grzegorza. Jest to 70letni staruszek, ze smutną, pomarszczoną twarzą. Agata nie raz miała wrażenie, że ogrodnik jest typem samotnika, jednak czuła, że Grzegorz lubi jej towarzystwo, że lubi tłumaczyć jej jak trudno jest dbać o te róże, bo samo pielenie jest wielkim problemem. Agata słuchała starego ogrodnika. Czasami, gdy wspominał swoje czasy młodości, dziewczynie wydawało się, że na jej oczach stary Grzegorz traci parę lat i wstępuje w niego wigor. Podziwiała go, za to, że potrafi w tak doskonałym porządku utrzymać wielki ogród. 
Pan domu, ojciec Jakuba sprawiał wrażenie gburowatego ważniaka. Agata jednak dostrzegała w nim zagubionego, małego człowieczka, który funkcjonuje tylko dzięki temperamentowi swojej żony. To pewne, że wszelkie ważne decyzje w tej rodzinie podejmuje Marzena. Mariusz Krajewski jest otyłym mężczyzną o ciemnych włosach, choć już lekko siwiejących i co tu kryć, łysiejący. Leżąc na łóżku Agata porównywała Mariusza Krajewskiego do Alfreda Inglethorp'a - bohatera książki Agathy Christie pt. 'Tajemnicza historia w Styles'. Zupełnie nie wiedziała, czemu nasunęło jej się to porównanie. Przecież książkowy Alfred był oszustem, młodszym od swojej żony, którą zamordował. Agacie dreszcz przeszedł po plecach. Pan Mariusz nie byłby zdolny do zamordowania Marzeny, prędzej to ona zamordowała by jego. Ale skąd te dzikie myśli? Agata odwróciła się na drugi bok. Zegarek na jej szafce nocnej wskazywał godzinę 23.45. Agata ziewnęła i zamknęła oczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz